Kuba, czyli powrót do przeszłości...


 

Jedzenie

Na Kubie w zasadzie nie istnieje lokalna kuchnia z prawdziwego zdarzenia. Trudno się zresztą temu dziwić. Jak w Polsce za czasów słusznie minionych, mieszkańcy otrzymują kartki na żywność (której zresztą w sklepach brakuje), więc dieta przeciętnego Kubańczyka składa się w głównej mierze z ryżu i czerwonej fasoli. W ramach przydziału otrzymują oni np. zaledwie pół kurczaka na miesiąc. Mimo że większość kraju to tereny rolnicze, chłopom nie wolno zabić krowy na własny użytek. Całość hodowli przeznaczona jest na eksport oraz dla turystów. Nie jestem miłośnikiem owoców morza, więc zupełnie nie poznałem tej odsłony kuchni kubańskiej. Być może, z racji większej dostępności produktu, jest w tym zakresie nieco smaczniej niż w pozostałych...

My żywiliśmy się głównie w dwojaki sposób. Budżetowo - w przydomowych oknach (cafeterie) oraz w restauracjach. Można także zamawiać śniadania oraz obiady u gospodarzy, u których wynajmujemy pokoje.

CASA

Śniadanie w casie kosztuje ok. 5 CUC za osobę i składa się niemal zawsze z jajecznicy, tosta (czasem z serem, czasem samego), owoców (niestety niezbyt wielu), soku owocowego i herbaty/kawy. Tylko 3 razy skorzystaliśmy z takiego rozwiązania (raz okazało się, że jest "included"). Obiad w casie natomiast to wydatek na poziomie 10 CUC. Nie jedliśmy ani razu, ale słyszeliśmy dobre opinie.

RESTAURACJE

 

Restauracja w miejscowościach turystycznych są bardzo popularne. Zwłaszcza w Vinales, gdzie z kolei nie było ani jednej cafeterii. Cena obiadu waha się od 8 do 20 CUC za osobę. Niestety jakość przyrządzenia i smak pozostawiają sporo do życzenia. Nie trafiliśmy do żadnej godnej polecenia, za wyjątkiem jednej w Trinidadzie, i to raczej z uwagi na przepiękny widok z tarasu na zachód słońca niż ze względu na kuchnię.

CAFETERIE

Najpopularniejszym, a zarazem najtańszym sposobem na zaspokojenie głodu były cafeterie. Najczęściej były to okna w mieszkaniach Kubańczyków, gdzie gospodyni lub ktoś z mieszkańców przygotowywał niezbyt wykwintne, ale dość smaczne tosty lub pizzę. Największym mankamentem był zapewne brak różnorodności. Podstawowymi,  a często wręcz jedynymi, składnikami kubańskiego street food były ser żółty i szynka (a mówiąc ściślej produkty sero- i wędlinopodobne). Tylko w Havanie w lepiej zaopatrzonych cafeteriach, przypominających trochę nasze fast food'y, można było dostać pizze z szerszą paletą składników. To, co wzbudziło mój największy zachwyt w ramach kuchni ulicznej, to świeże soki. Przepyszne i niezwykle tanie. Co ciekawe, ponieważ na Kubie wszystkie opakowania jednorazowe bardzo drogie, tosty czy pizza podawane są na kawałku gazety lub kartonu, a soki owocowe i z trzciny cukrowej zawsze w szklankach, które zwraca się po wypiciu napoju.

Przykładowe ceny:

- Pizza con jamon (z szynką) 30 CUP (~5 zł)

- Pizza con queso (z serem) 25 CUP (~4,2 zł)

- Sandwich con vegetales (z warzywami, nie mylić z wegetariańską,

   bo zwykle można spodziewać się w niej szynki) 15 CUP  (~2,6 zł)

- Sok naturalny 3-5 CUP (~0,5-0,8zł)

- Sok z trzciny cukrowej 1-3 CUP (~0,15-0,5 zł).

TravelHacks.pl - Wojciech Kamiński - blog podróżniczy